Już niemal nikt nie ukrywa, że przyszły rok może być jednym z najgorszych w ostatnich latach. Ekonomiści wskazują, że wszystko podrożeje, demografowie twierdzą, że Polaków jest coraz mniej, a nawet egzamin na prawo jazdy będzie znacznie trudniejszy niż kiedyś. Warto więc w sylwestrową noc zastanowić się nad tym, czy w zasadzie jest to świętować.

Polacy przyzwyczaili się już do tego, że mimo rozmaitych raportów i zapewnień polityków, Polska wcale nie jest miejscem, gdzie obywatelom żyje się łatwo i przyjemnie. Wszystko za sprawą tego, że nawet jeśli jest jakiś wzrost gospodarczy, to bardzo trudno jest go przekuć na jakieś konkretne działania zmierzające do tego, by ludziom żyło się lepiej. Jasne, że notowania na giełdzie mogą przemawiać na korzyść polskich spółek, a poszczególne reformy sprowadzają się do zmniejszania dziury budżetowej. Jednak to nie zmienia wcale stawiki wynagrodzenia pani w warzywniaku lub szeregowego pracownika biurowego. Zamiast tego obywatele otrzymują podwyżki cen wynikające bądź to ze światowej koniunktury, bądź to z dostosowania do unijnych norm (szkoda, że jak dotąd nie ma jeszcze takiej unijnej normy, która regulowałaby poziom zarobków) czy też z rządowych planów ratowania budżetów. Przyszły rok będzie ciężki. Jednak nie ma się co oszukiwać: dla Polaków to będzie KOLEJNY ciężki rok. Dlatego też Polacy dadzą sobie radę.
No related posts.